Cytat: Średniowiecze, jak już napisała Cotsi, to około 1000 lat, a jak dodał Zx, nawet te granice nie są autorytatywne; np. w Italii o tzw. renesansie można mówić już od XIII wieku, a na północy Europy kultura i obyczaje średniowiecza trwały w najlepsze jeszcze do tzw. baroku, nie wspominając już o europejskiej prowincji, gdzie średniowiecznej "ciemnoty" szukali jeszcze w romantyzmie.
To prawda. Przy czym trzeba zauważyć, że tradycja postrzegania końca średniowiecza już w XIII wieku w Italii wywodzi się w prostej linii od słynnej i bardzo wpływowej - a przy tym stronniczej - książki Jakoba Burckhardta "Kultura renesansu we Włoszech". Burckhardt świadomie wrzucał wszystko, co świadczyło o dodatnich cechach średniowiecza do worka z nazwą "pre-renesans", "wczesny renesans" itd. A trudno mimo wszystko uznać, że "
Boska komedia" - dzieło tak z ducha średniowieczne - mogłoby być stworzone w renesansowym klimacie intelektualnym. Który w istocie był dość przelotny i dotyczył tylko warstw wyższych. Czasy Leonarda da Vinci i Rafaela wcale nie wiążą się z tym, że nagle zapanowała powszechna moda na uczenie się greki, czytanie klasyków i projektowanie samolotów. Szerokie warstwy społeczeństwa żyły tak jak kiedyś, gięły kark przed świętymi obrazami, uliczne teatry wystawiały misteria, danse macabre, organizacje cechowe zachowywały swój złożony ceremoniał - Friedenthal w biografii Goethego pisze o iście średniowiecznym obliczu Frankfurtu, wolnym mieście Świętego Cesarstwa Rzymskiego (kolejny długo żywy anachronizm historyczny).
Położyła temu kres dopiero rewolucja francuska, który osobiście uważam za prawdziwy dziejowy kataklizm, ale to nie miejsce na pisanie o tym.
Ocena jakiejkolwiek epoki jest sprawą niezwykle złożoną i trudną, choć nauczyciele lubią uczniom wmuszać pisanie rozprawek o "blaskach i cieniach średniowiecza", ale chyba nie tędy droga. Warto natomiast nadmienić, że średniowiecze było epoką wielobarwną, pełną biczujących się pokutników (tradycja żywa w osiemnastowiecznej Polsce - wystarczy przejrzeć Kitowicza), sporów pomiędzy panami feudalnymi, brutalności i zobojętnienia na krzywdę, skrajnych i trudnych dla nas do zaakceptowania przejawów pobożności. Ale była to zarazem epoka, w której punkt odniesienia był jeden, Bóg panował nad arystotelejskim wszechświatem z ziemią pośrodku, chrześcijaństwo było realną Prawdą - i nie było żadnych konkurencyjnych prawd.
Położyła temu kres reformacja - oto można przeczytać Pismo Święte i wyciągnąć inne wnioski, co więcej - nagle pół Europy wyciągnęło inne wnioski! Skoro tak, można pójść drogą wątpiących arian - a to droga prosto do ateizmu. Nie mam zamiaru napiętnowywać kogokolwiek ze względu na wyznanie albo jego brak, ale w głowie mam zawsze słowa Dostojewskiego: "Jeśli Boga nie ma, wszystko wolno". Tak najwyraźniej uznali luminarze oświecenia, oraz rzeźnicy pokroju Robespierre'a, którzy na gruzach średniowiecznej hierarchii wznieśli nowy porządek.
Osobiście widzę więc średniowiecze bardzo szeroko i chyba trochę żałuję, że odeszło. Mógłby ktoś skontrować, że nie cieszyłbym się za bardzo, gdybym urodził się pańszczyźnianym chłopem. Ale chłop pańszczyźniany w średniowieczu nie żył może idealnie, ale obciążenia te rosły z czasem, to renesans, barok i późniejsze epoki roztoczyły nad nim całkowitą kontrolę. To światły Piotr Wielki wydał szereg dekretów nakazujących rozpijanie chłopstwa, a na polskim szlacheckim folwarku z pewnością żyło się gorzej niż czterysta lat wcześniej.
Zresztą - orałbym sobie spokojnie ziemię i nie zajmował się kwestią, czy kategorie mają swój niezależny byt jako gatunki rzeczy, czy też istnieją tylko jako znaki językowe. Żyć nie umierać