Witajcie
Na to forum trafiłam wczoraj przez google, a szukałam po przeczytaniu artykułu chyba w Nesweeku o dorosłych z ADHD, m.in. o malarce, o aktorce Szczepkowskiej itd. Parę tygodni wcześniej czytałam o niezborności u dyslektyków. I wiecie - to tak jakbym znalazła brakujący element do układanki własnego życia... ufff..., bardzo pozytywne doznanie. Lat mam już sporo, oj sporo , dlatego ucieszyła mnie ta malarka, jeszcze kilka lat starsza ode mnie (po sześćdziesiątce). Znaczy się ADHD nie zależy od wieku.
O sobie słów kilka. Urodziłam się w czasach gdy nikt o dysleksji, o skrzyżowanej lateralizacji itp ani nie pisał, ani nie mówił, ani nie myślał. Na tamte standardy byłam po prostu dzieckiem niezdarnym, bazgrzącym jak kura pazurem, dostawałam dwóje np. z prac ręcznych (m.in. pierwszą w życiu), przegrywałam ZAWSZE w klasy, w skakankę, nikt nie chciał grać ze mną w dwa ognie, nie potrafiłam nauczyć się pływać, bo ręce i nogi chodziły po swojemu itd. Nie trzeba mówić jak takie dziecko się czuje. A przy tym nie wyglądałam jak gruba, niezdarna klucha, wręcz przeciwnie. Miałam fobie społeczne, rodzice kochali mnie mnie trochę tak jak kocha się brzydkie kaczątko, nieudane, ale w końcu własne i wciąż wszystkim powtarzali że jestem nerwowa. W sumie dzieciństwo wspominam raczej marnie. Jedyną ucieczką był dla mnie świat książek, zwłaszcza przygodowych, indiańskich, marzyłam o bohaterskich czynach, o upodobnieniu się do Winetou, o byciu kimś innym.
Z takim bagażem udało mi się przechlapać nieco ponad 40 lat życia i gdieś wtedy się przebudziłam. Zmieniłam w życiu wszystko, chodziłam na terapię, przepracowałam swoje wspomnienia, zrozumiałam że poza wszystkim jestem DDA, że nie jestem nikim i zerem jak myślałam itd. To się zaczęło kilkanaście lat temu. W międzyczasie przeżyłam mnóstwo ciężkich chwil, Alzheimer u ojca, potem choroba otępienna połączona z depresją u mamy, śmierć obojga, teraz jestem sama. Lubię swoje życie i właściwie siebie też. Ale wciąż mi czegoś w obrazie brakowało. Nadal nie potrafię usiedzieć na miejscu, przynajmniej nogami kiwam, najlepiej myślę gadając na głos do siebie i chodząc po pomieszczeniu, na spacery chodzę nie spacerowym krokiem, tylko sprintem, dobrze, że mój pies też to lubi. No i jestem typowo oburęczna. Mam naprawdę cudownych przyjaciół, akceptują to jaka jestem, ale wiem, że uważają mnie trochę za orginała.
Po przejściach z rodzicami, ich chorobami, ciężką opieką okazało się, że mam depresję, biorę jeszcze leki, ale jest już dobrze. Aha, nadal bałaganię wszędzie, na swoim stole-biurku wiecznie mam sterty, gdzieś się coś poniewiera, w dzieciństwie też krzyczano mnie wiecznie za bałagan.
Znalazłam wczoraj tu gdzieś link do testu na ADHD, większość się zgadza.
Nie jestem pewna, czy mi jest potrzebna oficjalna diagnoza, w końcu sama mnóstwo już zrobiłam, ale sam fakt odkrycia, że wiele spraw wyjaśnia się w moim życiu przy założeniu, że mam ADHD plus skrzyżowaną lateralizację jest naprawdę czymś fajnym.
Aha, na marginesie, widzę, że większość osób tu raczej młodych, jaeśli możecie, nie traktujcie mnie jak starszą panią, ok . Podobno zresztą wogóle nie wyglądam, co dla kobiety jest miłe, czemu by nie